Smaczne żelki dla zdrowia włosów podbijają rynki!

Branże kosmetyczna czy suplementów diety ciągle się rozwijają. Nowość goni nowość, a wszystko po to, by efekty stosowania były jeszcze lepsze, samo stosowanie przyjemniejsze, wygodniejsze i jak najmniej problemowe. W ten trend wpisuje się najnowszy hit – żelki z witaminami. Postanowiłam sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi :)

Wystarczy spojrzeć na taką dziedzinę, jak pielęgnacja włosów. Nasze babki stosowały szampony domowej roboty np. z rumiankiem, żółtko jaja kurzego lub zwykłą wodę z szarym mydłem. Skórę głowy nacierano olejem rycynowym i migdałowym. O takich jak dziś kosmetykach czy suplementach diety nawet się nie śniło. Obecnie dbanie o włosy jest tak łatwe i wygodne jak nigdy przedtem. A najnowsze odkrycia i pomysły producentów sprawiają, że cały czas pojawiają się nowe rozwiązania.

Żelki z witaminami na włosy – najnowszy trend

Ostatnim odkryciem, które bardzo szybko podbiło zachodnie rynki są żelki na włosy. Tak, dobrze przeczytaliście: suplementy na włosy w postaci ŻELEK. Czyli popularnych misiów, którymi zajadają się dzieciaki, ale i dorośli na całym świecie. A co znaczy, że są one „na włosy”? Otóż zależnie od rodzaju zawierają one prawdziwą moc składników, które sprawiają, że włosy stają się mocne, silne, lśniące, lepiej się układają. Jednym słowem, rosną zdrowo i wyglądają pięknie. Takie preparaty zwykle opierają się na chyba najważniejszej dla włosów witaminie H – biotynie. Bo to jej odpowiednie ilości we włosach sprawiają, że są mocne, piękne i gładkie.

Misie łączą przyjemne z pożytecznym

Preparatów, w których jest biotyna i inne substancje ważne dla włosów jest wiele i w różnej postaci np. jako tabletki na włosy, więc czemu żelki odniosły taki sukces? Przeszłam po kilku warszawskich salonach fryzjerskich, żeby o to zapytać.

„Dla mnie to oczywiste. Każda kobieta, która będzie mieć do wyboru czy łykać tabletkę czy smacznego miśka wybierze to drugie.” - mówi Adrianna, fryzjerka z jednego z topowych salonów fryzjerskich w Warszawie, która doskonale zna żelki na włosy Jelly Bear Hair. „Ja np. generalnie mam problem z zapamiętaniem, co mam brać w przypadku suplementów. Po prostu zapominam, a o tych miśkach wręcz przeciwnie. Muszę się kontrolować, żeby nie sięgnąć po więcej niż dopuszczalna dzienna ilość. Po prostu czasem traktuję te miśki bardziej w kategorii łakoci niż suplementu diety z ważnymi składnikami.”

Odpowiednia kompozycja składników jest kluczowa

Skala sprzedaży misiów potwierdza, że większość kobiet reaguje z entuzjazmem na najnowszy pomysł, którego codziennym zadaniem jest pielęgnacja i wzmocnienie włosów. A co jeszcze zwykle znajdujemy w żelkach, bo przecież to nie tylko biotyna, ale również inne witaminy na włosy? Selen i cynk, miedź (to dzięki niej możemy chwalić się idealnym kolorem i blaskiem włosów), ale też witamina E, tiamina, niacyna, kwas pantotenowy, kwas foliowy, witamina B12, cynk, witamina A. Najczęściej w bogatych, ale odpowiednio dobranych dawkach.

Żelki mniej kaloryczne niż może się wydawać

A co z kalorycznościa? W końcu dla wielu osób żelka to słodycz, który kojarzy się z kaloriami i nie do końca zdrowym składem.

„Wszystko zależy od tego, które żelki wybierzemy. Część marek np. ze Stanów Zjednoczonych rzeczywiście może zawierać jakieś dodatki i kalorie. Ale Jelly Bear Hair, które trzymam w swoim salonie i polecam klientkom mają tylko 3 kalorie, więc nie ma strachu przed tyciem.” - mówi Adrianna.

Takie żelki nie mają też w składzie laktozy i glutenu. Osoby nietolerujące takich substancji mogą w spokoju zatem stosować żelki i cieszyć się zdrowiem włosów.

Warto?

Namówiłam Panią Adriannę, by poczęstowała klientki żelkami. Chciałam poznać ich opinie.

„Ja akurat te żelki znam. I powiem tak: takie witaminy na włosy to ja rozumiem! Od kiedy 3 miesiące temu dowiedziałam się o Jelly Bear Hair to sama zamówiłam sobie je do domu i biorę regularnie. W tym czasie pozbyłam się wszystkich problemów z włosami, a wcześniej łatwo się łamały, były suche i matowe. Obecnie wszystko gra, co zauważyła nawet Pani Ada. Najbardziej cieszę się z tego, że włosy są o wiele bardziej gęste, wyraźnie wzrosła ich objętość. ” - mówi 27-letnia Kamila, serialowa aktorka.

Namawiamy do spróbowania żelka 32-letnią Iwonę. „Spróbuję, choć nigdy o czymś takim nie słyszałam. Misie do jedzenia kojarzę tylko jako żelki haribo.” - 32-letnia Iwona o krótkich blond włosach dokładnie gryzie żelka i... „Dobre! Pomarańczowe, gdzieś tam przebija się w tle biotyna, a konkretnie jej smak. Mi to pasuje. I to ma jeszcze poprawiać wygląd i działać na wzmocnienie włosów? Bombowo. To tak jakbym jadła np. czekoladki, które poprawiałyby moje zdrowie albo coś takiego”.

Czy żelki to rewolucja?

Na pewno połączenie przyjemnego i smacznego żelka z multum składników cennych dla zdrowia włosów to coś nowego na rynku. W tę stronę pewnie pójdą suplementy na włosy i kolejni producenci, bo zawsze lepiej przekąsić coś dobrego niż kłopotliwe do połknięcia w całości tabletki na włosy albo kapsułki. Zgadzacie się?

Z żelkami na włosy Jelly Bear Hair z m.in. 500% biotyny, miedzią i cynkiem można bliżej zapoznać się na stronie producenta: www.jellybearhair.pl


Napisz coś do mnie:

Żelki na włosy? Brzmi zajebiście! Biere paczke na spróbowanie.
Amelie

Na pewno ciekawe rozwiązanie. Lepiej zjeść coś smacznego niż łykać tabsy. Taka smaczna pielęgnacja włosów.
Wiktoria

Biorę jelly bear hair od kilku miesiecy i nie mam zamiar przestawac :d wyniki znakomite, wyraznie wlosy się poprawily, gęste włosy puszyste, są mocniejsze, ladniej się ukladaja. Polecam kazdej lasce.
Benia

Moje włosy są takie, że muszę je jakoś wspomagać, bo bez tego zaraz zaczynają wyglądać beznadziejnie. Brałam rozne piguly z biotyna itd., ale nie ukrywam ze jestem milosniczka zelkow, bo ich jedzenie to prawdziwa przyjemnosc. To jest naprawdę genialny pomysł, bo nie kazdy przeciez lubi polykac tabletki na włosy. Nie zawsze się ma szklanke wody pod reka i inne problemy.
Ewka Tomasik

Nigdy nie słyszałam. Opis interesujący, chyba się skuszę i przetestuję. Może w końcu odzyskam zdrowe włosy
Liz

wczoraj się zastanawiałam jak wzmocnić włosy. A dziś wspada mi ten artykuł... Przypadek? :)
Karola